07.01.2017

'Dwór mgieł i furii' Sarah J. Mass


Kolejne już spotkanie z twórczością Sarah J. Mass napawało mnie ogromnym optymizmem - jej pierwsza seria 'Szklany Tron' to jedna z moich ulubionych serii książkowych. Kilka miesięcy temu udało mi się przeczytać 'Dwór cierni i róż', który był zapowiedzią nowej serii tej pisarki, a która nawiązywałaby w luźnym stopniu do znanych baśni i mitów, w tym przypadku do 'Pięknej i Bestii'. Historia ta niesamowicie mnie wciągnęła i kiedy tylko pojawiła się informacja o tym, że jest już dostępny przedpremierowo e-book kontynuacji to musiałam sięgnąć po niego jak najszybciej. 

Recenzja może zawierać spoilery do 'Dworu cierni i róż'!

Drugi tom, 'Dwór mgieł i furii' zaczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z części pierwszej. Feyra, teraz już jako Fae żyje wraz ze swoim ukochanym Tamlinem na Dworze Wiosny i przygotowuje się do własnego ślubu. Ciężko jej jednak się otrząsnąć po wydarzeniach spod Góry - źle sypia, ma koszmary, nudności i problemy z jedzeniem. Tamlin zdaje się jednak nie zauważać zmian jakie zachodzą w dziewczynie, dodatkowo pogłębiając jej stan zakazując jej poruszania się poza teren Dworu. Oprócz tego na Feyrze wciąż ciąży obietnica złożona Rhysandowi, w zamian za pomoc, której udzielił jej pod Górą, według której będzie musiała spędzić z nim tydzień z każdego miesiąca na jego Dworze. Dziewczyna czuje się samotna i opuszczona, a dodatkowo zaczyna przejawiać w sobie moce, których nie potrafi poskromić. Jej wybawieniem okazuje się być właśnie Rhysand, który pojawia się w dniu jej ślubu, aby zabrać ze sobą Feyrę do swojego Dworu.

Mimo, że wydawałoby się, że koniec problemów dla Feyry wiązał się z ocaleniem rasy Fae i ich świata to autorka poszła o krok dalej. Świetnie zbudowała psychologię postaci, zarówno Feyry jak i Tamlina. Oboje okazali się zwycięzcami ale dla każdego z nich to zwycięstwo oznaczało co innego. Feyra, nękana stresem pourazowym i wyrzutami sumienia, nie mogła znaleźć w nikim oparcia. Tamlin, po zdobyciu tego czego chciał, czyli Feyry, zamknął ją na świat chcąc zatrzymać tylko do siebie. Mimo, że nie pałałam jakąś ogromną sympatią do Tamlina to wydawał mi się być godny m Feyry, ale wydarzenia z kilku pierwszych rozdziałów całkowicie mnie do niego zniechęciły.

I tu pojawia się Rhysand, początkowo jak wróg, który tylko chce uprzykrzyć życie Tamlinowi i namieszać Feyri w głowie. Z czasem jednak dostrzegamy w nim, wraz z Feyrą, drugiego Rhysa, który jest oddanym przyjacielem i który dla ochrony tego co dla niego najcenniejsze, poświęca swoje życie i godność. Feyra zaczyna patrzeć na swoje dotychczasowe życie z perspektywy osoby postronnej i dostrzega prawdę w tym, co mówił jej Rhysand przez cały czas a co ona ignorowała - nie była niczyją własnością a to właśnie Tamlin z niej uczynił. 

W całej historii poznajemy kilku nowych bohaterów, przyjaciół Rhysanda i poznajemy świat Księcia Nocy. Nowe postaci bardzo szybko zaskarbiają sobie czytelnika, a ich potyczki słowne zawsze są pełne sarkastycznego humoru, który uwielbiam. Feyra, o dziwo, zgrabnie wpasowała się w tą mieszaninę charakterów i ani się nie obejrzałam, a zapomniałam o Dworze Wiosny i Tamlinie.

Za każdym razem jestem pełna podziwu dla Sarah za jej niezmiennie wybujałą wyobraźnię i tworzenie historii, które mają przysłowiowe 'ręce i nogi'. Kreacja świata jest cudowna i każda nowa strona przynosi kolejne nowe informacje, opowieści czy legendy ze świata Fae. Dodatkowo bardzo podobało mi się to, że autorka zaadaptowała niektóre powiedzenia z naszego świata przekładając je na świat Fae i ich wierzenia w Kocioł i Matkę (moim ulubionym było 'Na cyce Matki' - wiem, jestem dziwna :D). 

Wątek miłosny występuje, ale jest  mniej eksponowany niż w 'Dworze cierni i róż', co dobrze wpływa na historię - dzięki temu można się skupić bardziej na akcji. Sam wątek wydaje się być zbudowany lepiej, bo opiera się na stopniowości; nie zostajemy od razu zbombardowani zbyt dużą ilością tego typu scen a to co dostajemy w efekcie jest przyjemne dla czytelnika.

Dynamika akcji jest bardziej równomierna niż w tomie pierwszym. gdzie zdarzały się lekkie dłużyzny. Tutaj akcja goni akcję, nie sposób się oderwać od książki, każdy zakończony rozdział pozostawia czytelnika nienasyconym i sięgnięcie po kolejną stronę jest wręcz automatyczne. Kulminacyjny moment książki jest tak intensywny, że trudno usiedzieć na miejscu a kiedy czyta się już ostatnie zdanie ma się poczucie, że to była naprawdę genialna historia. Bardzo pomaga tu także humor, czy to słowny czy to sytuacyjny - nie jest go za dużo, ale na tyle aby widz nie poczuł się zbyt przytłoczony historią. 

W ogólnym rozrachunku uważam, że jest to książka, która dorównała swojej poprzedniczce, co więcej, ustawiła wysoko poprzeczkę dla kolejnych tomów, po które na pewno sięgnę. Z czystym sercem daję 9/10, nie tylko ze względu na samą historię ale także za to, że autorka pokazała nam ciekawą psychologię postaci, co rzadko się zdarza; bohaterowie nie działali impulsywnie a główna bohaterka wie czego chce i potrafi sama zdecydować co jest dla niej dobre a co złe. Jeśli polubiliście 'Szklany Tron' to ta seria także przypadnie wam do gustu.


*****
Pisanie tej recenzji było dla mnie trudne. Przez ostatnie kilka miesięcy kompletnie straciłam zapał do czytania książek, nie mówiąc już o pisaniu o nich. Postanowiłam jednak, że małymi kroczkami będę się starała wrócić do tego, bo to po prostu lubię. Za kilka dni pojawi się recenzja 'Szóstki wron' Leigh Bardugo, także do zobaczenia :)!

Brak komentarzy

Prześlij komentarz